fragmenty, niedokończone zdania, części składowe, elementy większej całości, kawałki zbitych lusterek uważaj, nie skalecz się , kartonowe opakowania, podarte kartki papieru, puste koperty, nieodebrane rozmowy telefoniczne ...
Kategorie: Wszystkie | biurro | ggadki | przerywnik | statusgg | strzau | synki
RSS
poniedziałek, 05 marca 2007
Cienko...
Biuro to nie tylko miejsce. Nie tylko stoły, telefony, segregatory i gdzieś tam przyczepieni ludzie. Biuro to także (a może przede wszystkim) interakcja. Ponieważ socjologiczna teoria biura jeszcze nie istnieje (a może istnieje, i tylko ja w swojej niewiedzy nic o niej nie wiem) lukę w tej materii niech wypełni poniższe zdarzenie.


Zginął mi "ciękopis"
- mówi jedna miła dziewczyna.

Ale "ciękopis" czy cienkopis? - wredny dopytuje.

Cienkopis - poprawia sie miła

A to nie widziałem - wredny jest jakiś taki z siebie zadowolony


poniedziałek, 04 grudnia 2006
Jedna na wszystkich...
- Chciałabym być ładna - mówi patrząc w lusterko - ładni maja lżej na świecie.

Ten drugi nic nie mówi, ale widać, że ta pierwsza raczej mu sie podoba. Żeby nie powiedzieć bardzo.

- No chyba nie chcesz powiedzieć, że tak nie jest - marszczy brewki i błyska niebieskimi oczyma. Drugi patrzy przed siebie. Skupiony na prowadzeniu samochodu. Chyba.

- Potrafisz podać choćby jeden przykład, kiedy bycie ładnym nie pomaga? - dopytuje żgając go niewidzialnym paluszkiem w kształcie znaku zapytania. - Ha!

No może niefajnie jest być bardzo ładną, kiedy się stoi samej na pustej ulicy w towrzystwie 10 brzydkich strasznie i napalonych... - mówi patrząc przez przednią szybę.

Ludzie na ulicy stają się ładniejsi.


środa, 15 listopada 2006
Co się dzieje...
Co dzieje się z porzuconymi blogami? Blogami, których już nikt nie pisze i nikt nie czyta?

Czy jeśli były dobre to trafiają do blogowego nieba, gdzie siedzą po prawicy Admina i radują się rzeszami uwielbiających je czytelników?

Gdzie trafiają te, które były złe, nudne i zupełnie bez sensu?

Gdzie, to chyba nie jest dobre pytanie.




Musiałem coś napisać, by zapobiec entropii.

sobota, 14 października 2006
Paueczki ...

...a jemu tylko paueczka drgała,
gdy ekspedientka bułki podawała...
piątek, 29 września 2006
Po prostu DAMIAN

Życie w biurze bywa monotonne. Ale od czasu do czasu pojawiają się jednak Ludzie-Z-Zewnątrz. Raz jest to pan, o swojsko brzmiącym nazwisku Bajer, który buduje samochodziki-zabawki z drewna, innym razem pani, której życiowym spełnieniem jest robienie wypalanek w kształtach niebywałych na drewnianych talerzach, które się potem zawiesza na na ścianach (w repertuarze wszystko, włączając w to godło Polski i pierwsze słowa mazurka Dąbrowskiego).


Dziś opowiem wam jednak o kimś innym. Na własne oczy widzialem bowiem legendarnego Damiana. Trenera aerobiku, który jak wieść gminna niesie, cechuje się nadludzkimi zdolnościami:
  • odżywia się tylko kurczęcymi piersiami serwowanymi tylko w jednej restauracji w moim mieście,
  • dwa razy dziennie chodzi na siłownię (rano i o południu),
  • romansuje (tak mówią moje koleżanki) z wszystkimi dziewczętami z które ma w swojej grupie aerobikowej,
  • znajomości konsumuje w swoim czarnym busie z przciemnianymi szybami pod siłownią, gdzie pracuje.
Ta lista nie jest oczywiście pełna, ale przecież nie da się objąć kilkoma zdaniami bogactwa tej osobowści.

Damian wszedł, pogadał chwilę z dziewczętami. Wychodząc powiedział tylko.

Do widzenia państwu, do zobaczenia wieczorem

Zaniepokoiłem się, bo nie planowałem żadnego wyjścia.

Legenda okazała się przereklamowana.

Nic się nie wydarzyło. W kolejnym odcinku "Lost 2", ktoś zagiął, by ktoś mógl sie odnaleźć.

wtorek, 19 września 2006
Papieros i akwarium...
Zmiana miejsca pracy, bez zmiany pracy. Jednych to "zwilża" inni wolą pozostać na miejscu alergicznie reagując na wszelkie przeprowadzki. W moim przypadku osobisty stosunek do tego tematu nie ma znaczenia, bo nikt nie pyta czy chcę.

Po prostu schodzę z drugiego piętra, prawie jednoosobowego pokoju i względnego spokoju w dużą przestrzeń, pełną głosów i ich właścicieli, pełną telefonicznych kabli pełzających po biurkach, wielkich okien wychodzących na trawnik i parking, gdzie koledzy i koleżanki z firmy parkują swoje samochody...

Doprawdy to inspirujący widok. Gdybym był w nastroju mógłbym wygenerować tekst o przemijaniu. O ludziach, którzy zagubieni przewożą swoje ciała z miejsca na miejsce, nie znajdując bądź znajdując ukojenie. O kasztanach, które już szykują się do pokojowego desantu na zielone trawniki ...


Nie jestem.

Widziałem cię przez okno. Wiesz siedziałem na parkingu w samochodzie i patrzyłem na to wasze "akwarium" - mówi szef jednego z wydziałów - I jak tak patrzyłem na ciebie, to mi się nawet palić odechciało. Rechocze, lubieżnie oblizując usta.

Ja też się uśmiecham, bo być może właśnie spełniłem dobry uczynek, nie robiąc nic.

poniedziałek, 11 września 2006
A imię jego siedemdziesiąt i siedem...

"Speak english or die" czyli po naszemu: "bierz udział w promocji albo giń".
niedziela, 10 września 2006
Dwie części...
Chyba jestem inna niż większość ludzi - mówi spod kołdry - czytałam*, że większość z nich dzieli swoje życie na dwie części. Jedną sprzed 11 września i drugą po.

Ja też dzielę swoje życie na dwie części - odpowiadam, popijając czymś - na to, co robiłem rano i na to, co zrobię wieczorem.






)* - i nie chce się przyznać, gdzie to czytała

środa, 30 sierpnia 2006
Na lewo most, na prawo most...


A ty w którą pójdziesz stronę?
środa, 23 sierpnia 2006
Śmierć na spacerze...

Spacery po parku to rzecz przyjemna. Wie to każdy. Dzieciaki lubią, bo można chlebem napaść łabędzie, czy jakieś inne pływające stworzenia. Licealiści wiedzą, że można się trochę potarmosić z koleżanką lub kolegą z klasy na ławeczce w cieniu lipy. Miejscowa żulia lubi, bo w parku wino lepiej niż w bramie smakuje, a spoglądanie na młodych rzewnie nastraja.

Ja lubię park, ze względu na staruszków, co tam przesiadują i łaskawie dzielą się ze światem swoją "wiedzą" o życiu.

Park u schyłku lata oferuje szczególnie wiele dojrzałych i elokwentnych staruszków.

Popatrz, popatrz, to pani jeszcze żyje! - zagaja grubiutka babcinka z równie jak ona siwym cocker spanielem przy nodze. - A ja myślałam, żeś się już pani zawinęłaś i do ziemi...che che

No, co też pani mówi! Spódnicę se na targu kupiłam. Ładna? - i gładzi kwiecisty materiał opięty na solidnym rusztowaniu jej ciała. - 10 złotych mu zapłaciłam.

Łeee tam, na targu to tylko lumpy sprzedają. A ja myślałam, żeś pani umarła, jak ta, co mieszka tu niedaleko. Piękny pogrzeb miała. Cała rodzina, stypa na sto osób. Wódka, kiełbachy - mówi rozmarzona i głaszcze siwego cocker spaniela, który siedzi przy niej i obgryza patyka.

Co też pani, ładna ta spódnica jest przecież i tylko 10 złotych. A na co zmarła? Pewnie na raka. Tak jak jej mąż. Aten to nie miał pogrzebu chyba za dużego - odpowiada sobie sama, właścicielka spódnicy za 10 zł.

Ostatni dzień lata. Drzewa czują jesień.

Idę przez park.

Najchętniej nakarmiłbym łabędzie chlebem, ale mam tylko jakieś niepotrzebne kartki.


Staruszki bełkoczą coraz ciszej i ciszej, zasypywane opadającymi już jesiennie liśćmi.



Długo tu nie zaglądałem. Łaziłem po ziemi i pisać się mi nie chciało. Teraz już się chce. Postaram się być regularniejszy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8